Przywołanie wiosny. Magiczny rytuał, w nurt którego wpisują się szczególnie wiosenne porządki.
Swoje zaczęłam od szafy- wiadomo, ostra selekcja. Jak głosi powiedzenie mojej mamy: "Jeśli czegoś nie miałaś na sobie przez ostatnie pół roku, to już tego nie założysz". Do wyrzucenia jest średni worek, głównie dlatego, że w domu mamy moich ciuchów zostało naprawdę niewiele.
Potem zajęłam się kosmetykami.
Naprawdę nie rozumiem dziewcząt które kupują po 4 szampony, 5 odżywek, 6 kremów do opalania, 10 maskar, 50 lakierów do paznokci, 7 masek do włosów. A potem jeszcze się tym chwalą na fb, blogu, fotoblogu. Mam wrażenie, że zrobiło się to ostatnio modne. A przecież to wszystko się terminuje.
Jak nie jesz nieświeżych warzyw , bo ci szkodzą, tak "nie karm" swojej skóry/włosów przeterminowanymi kosmetykami.
Powinnyśmy sugerować się datą jaką pokazuje "otwarty słoiczek"- (symbol PAO) informuje nas w ciągu ilu miesięcy, od otwarcia, trzeba zużyć dany produkt. Im krótsza tym kosmetyk ma mniej konserwantów i jest bardziej naturalny. A jak mamy 4 szampony, to nie wierzę, że jakaś kobieta jest zdolna się oprzeć i chociaż każdego po razie nie wypróbować. Jak dotrzesz do 5 napoczętej maski to pewnie okres sugerowanych 3/6 miesięcy od otwarcia dawno minął, a ty się dziwisz, że nie ma żadnych efektów pielęgnacji, albo, że dostajesz uczulenia.
Wiadomo, mi też czasem zdarza się w jakiejś mega-hiper-extrapromocji kupić coś, czego aktualnie nie potrzebuję, wtedy chowam taki kosmetyk w najdalszy kąt łazienki i NIE NAPOCZYNAM! Cierpliwie czekam, aż wykończę, co mam wykończyć.
I jeszcze jedno- na kosmetyk, dobrze nakleić jest datę otwarcia- wtedy możesz łatwo kontrolować, czas jaki Ci został końca terminu ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz